Zasiadam znów na kanapie i jeszcze nie zdążę pomyśleć skąd się wziął kot w szafce w kuchni, kiedy znowu słyszę jakieś dziwne szuranie. Co znowu? Otwieram kolejną szafkę, a tam trzy malutkie kocięta!
Po powrocie Mai ze szkoły pytam jej, czy wie skąd się wzięły te wszystkie koty w naszym mieszkaniu, ale jak się okazuje to nie jej sprawka. Tak więc dochodzę do wniosku, że panie sprzątaczki stwierdziły, że spośród wszystkich mieszkańców naszego budynku, my najlepiej nadajemy się na kocią rodzinę. Cóż śmiem się z nimi nie zgodzić ;)
Ps. Koty wróciły za dom.
Ale trzeba powiedzieć, że wyglądają słodko
Ps 2. Właśnie usłyszałam za drzwiami miauczenie. Otwieram, a tu bez żadnego "Sabaidee, mogę wejść?" kocica wbiegła mi do kuchni z jednym z kociąt w zębach. Sama otworzyła szafkę i wlazła tam z kocięciem. Jezu co robić? Najwyraźniej to nie była decyzja pań sprzątaczek, ale samej kotki, która z jakiegoś powodu chce chować swoje potomstwo w mojej kuchni.
Dobra, idę spróbować przekonać ją, że nie możemy dzielić kuchni z jej dziećmi ;)



0 comments:
Post a Comment