Niedawno jednak będąc w odwiedzinach u znajomego miałam okazję spróbować morning glory przyrządzoną przez Laotańczyka. Niby kucharka w szkole też Laotanka, ale gotowanie dla siebie i ewentualnie paru innych osób (znajomych), a gotowanie dla kilkuset dzieciaków i kilkudziesięciu pracowników to nie to samo. Tak więc odkryłam morning glory na nowo! Była świetnie przyprawiona i lekko ostra (nie tak jak ta w szkole, po której można zionąć ogniem). Zapytałam oczywiście jak ją przygotować, bo to naprawdę świetna lekka kolacja. A oto i przepis:
Składniki:
Wilec (morning glory)
Czosnek
Papryczki chilli
Szczypta soli lub jakieś innej przyprawy do smażonych dań
Sos sojowy
Sos z kałamarnicy
Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy pokrojony czosnek i papryczki chilli. Po chwili dodajemy pokrojoną morning glory (można też ją po porostu podrzeć na kawałki). Smażymy jakieś 5 min. Następnie przyprawiamy solą, sosem sojowym i sosem z kałamarnicy. Mieszamy, podsmażamy przez jakąś minutę i gotowe. Ja wszystkiego dawałam na oko. Przygotowanie całej potrawy zajmuje mniej niż 10 min.
Ta daaaam :)
Obok mój ulubiony sticky rice



0 comments:
Post a Comment