Na drugi dzień naszego pobytu zaplanowałam zwiedzanie lokalnego zoo, które połączone jest z pięknym akwarium. Zachwycił mnie porządek, egzotyczna roślinność i zwierzęta. W zoo dostajemy mapkę, która pomaga w poruszaniu się po tym całkiem sporym terenie. Zwiedzamy w upale i palącym słońcu. Na szczęście w zoo znajduje się wiele miejsc (są również oznaczone na mapie), gdzie można usiąść, odpocząć, zjeść i przede wszystkim napić się czegoś zimnego. Przynoszenie własnych napojów nie ma większego sensu, bo po chwili zamiast chłodnej wody mamy ciepłą zupę. Zwiedzanie jest męczące, ale warte wysiłku. Słonie, żyrafy, krokodyle, małpy to tylko niektóre ze zwierząt (jest ich ponad 2000), które możemy podziwiać w pięknym i zadbanym zoo, bardzo różnym od tego laotańskiego ;). W cenie biletu jest również zwiedzanie akwarium. Akwarium jest chyba największą atrakcją dla nas i pewnie większości zwiedzających. Wodny tunel jest najdłuższym tunelem w południowo-wschodniej Azji, gdzie możemy przyglądać się z bliska za równo słodko wodnym i morskim stworom. Sporym przeżyciem jest głaskanie płaszczek (można też karmić)! Tuż koło nas przepływają niewielkie rekiny i inne, niektóre wręcz ogromne ryby.
Bardziej leniwym turystom zoo oferuje przejażdżkę otwartym autobusikiem lub koleją jednoszynową podczas, której możemy oglądać zoo z lotu ptaka.
W zoo jest również mnóstwo innych atrakcji, jak np. pokaz fok, czy park rozrywki. Gwarantowana zabawa dla dużych i małych!
Piękne zoo - wspaniała roślinność!
Słonik, wydawał się być zadowolony, nie chwiał się tak smutnie na boki jak ten w Laosie.
Najbardziej lubił oczywiście karmienie :)
Wodospad - można udać się tam korzystając z zip line - zabawa dla lubiących skoki adrenaliny :)
W akwarium - pięknie!
Gigantyczne ryby przepływają tuż koło nas lub nad naszymi głowami
(rekin był za szybki nie chciał pozować do zdjęć ;))
Ta wielka żółta ryba ślicznie pozowała, tylko ręka mi się trzęsła :D
Pyton zielony
Inną atrakcją akwarium był ten oto pajączek
Takie śmieszne coś :)
Do zoo przywiózł nas śmieszny pojazd, który jest samochodem przerobionym na dużego tuk-tuka - trzeba to zobaczyć, żeby zrozumieć ;) Sama pierwszy raz spotkałam się z takim śmiesznym środkiem transportu.
Tutaj muszę się odrobinę się cofnąć w czasie, żeby opowiedzieć zabawną i pouczającą dla Was historię. Dzień wcześniej tenże kierowca zabrał nas do Tiger Kingdom. Po zabawie z tygrysami, zawiózł nas prosto do naszego pensjonatu. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że popełniliśmy drobny błąd podając mu jego nazwę.... Na następny dzień, smacznie sobie śpimy (jest koło 9 rano), kiedy rozlega się pukanie do drzwi. Przebudzamy się, ale ignorujemy natręta, myśląc, że to ktoś z obsługi pensjonatu. Nie dadzą człowiekowi się wyspać, czego oni chcą? Puka kila razy i odchodzi. Spokojnie ponownie zasypiamy. Jakąś godzinę później pukanie (głośniejsze) rozlega się na nowo. Cóż, postanawiamy wstać i sprawdzić kto nam spać nie daje i czego chce. Ku naszemu szczeremu zaskoczeniu okazuje się, że to nasz kierowca z dnia poprzedniego dobija się do nas, żeby się dowiedzieć gdzie dziś jedziemy... Ja pierniczę, jak on się dowiedział, w którym pokoju mieszkamy?! Ale nie ma wyjścia, dzień wcześniej, zdaje się powiedzieliśmy, że ponownie skorzystamy z jego usług... Dajemy mu znać, ze potrzebujemy się zebrać i zjeść śniadanie. Mówi, że będzie czekał. Wstajemy leniwie, przygotowujemy się do wyjścia, wychodzimy z pokoju i idziemy do ogrodu. Kierowca czeka. Szybko do nas podbiega i pyta, czy już jedziemy. Nie... musimy jeszcze iść na śniadanie... Chce nas zawieźć na śniadanie. Tłumaczymy, że to praktycznie po drugiej stronie... Trochę rozczarowany postanawia czekać na nas dalej. Ależ desperacja! Po śniadaniu zabiera nas do zoo. Pyta ile czasu tam spędzimy. Mówimy, że nie wiemy, trudno przewidzieć... Pyta czy godzinę. No może, ale może być i dłużej, uprzedzamy. Zasada jest taka, że jak jedziemy z kimś w dwie strony to płacimy dopiero po powrocie. Więc spokojnie go zostawiamy, a on pokazuje nam gdzie będzie na nas czekał. I tu się robi ciekawie. Kiedy wychodzimy z zoo (minęło pewnie spokojnie ponad 2 godziny) ani śladu po naszym kierowcy. Rozglądamy się, szukamy, czekamy. Nic. Postanawiamy wziąć małego tuk-tuka (takiego dwu-osobowego) i wrócić do miasta. Co się stało z naszym kierowcą i dlaczego odjechał, nie wiemy. Nie dostał od nas żadnych pieniędzy, więc założyliśmy, że złapał jakąś większą grupę turystów i więcej zarobił zabierając ich do miasta. Cóż, dla nas dobrze, przejechaliśmy się w jedną stronę za darmo :) Ale pamiętajcie, jak będziecie wracać z kimś do hotelu czy pensjonatu, lepiej powiedzieć, żeby zatrzymał się na jakiejś ulicy w pobliżu miejsca gdzie mieszkacie, inaczej ktoś może was rano zaskoczyć! :)
Po zoo jesteśmy lekko zmęczeni, ale odpoczywamy trochę, jemy obiad i idziemy dalej. Zaplanowałam 2 świątynie do zwiedzenia: Wat Bupparam i Wat Chedi Luang. Jak zwykle zachwycają mnie mnie kunsztowne zdobienia, złote wnętrza, wielkie posągi i piękne ogrody.
Wat Bupparam
W drodze z Wat Buparam do Wat Chedi Luang (Ping River)
Wat Chedi Luang
Na sobotnim nocnym targu - tajskie słodycze
Chustki i torebeczki
Biżuteria i więcej torebeczek :)
Tradycyjne stroje
Rękodzieła
































0 comments:
Post a Comment