Skonsternowany turysta/ekspata (Mr John) opisuje na forum swoje doświadczenie z tej knajpy kiedy to zamówił sobie Coffee Latte. Przy drugim łyku poczuł, że coś grudkowatego wpadło mu do ust. Wypluł kawę z zawartością na serwetkę. I oto i on - karaluch! Biedaczysko wypluło 2-centymetrowego karalucha.
Cóż, mnie nigdy nic takiego się nie przytrafiło. Parę razy w zupie znalazłam komara (nie w szwedzkiej restauracji). No ale komar to nie karaluch. Komara wyciągamy i zupę wcinamy dalej :) Pozostaje tylko współczuć panu Johnowi. Szkoda, że karaluch nie był większy (a bywają ogromne), może wtedy zdążyłby go zauważyć zanim paskudztwo spenetrowało jego paszczę ;)
A to zdjęcie gdyby ktoś chciał wybrać się na kawkę do owej restauracji (znalezione z necie) ;)




0 comments:
Post a Comment